Mosty w Stańczykach. Kolejowe giganty na Mazurach Garbatych

Mosty w Stańczykach. Kolejowe giganty na Mazurach Garbatych
Damian Pankowiec CC BY-SA 4.0

Strona internetowa obiektu

Mosty w Stańczykach - kolejowe kolosy

Dwa równoległe wiadukty mają po około 180 metrów długości i 36 metrów wysokości. Przerzucono je nad doliną niewielkiej Błędzianki, na skraju Puszczy Rominckiej. Skala konstrukcji jest tym bardziej zaskakująca, że dziś wokół nie ma torów, stacji ani ruchliwej linii kolejowej. Zostały dwa ogromne mosty stojące pośród zieleni.

Po co zbudowano dwa tak wielkie mosty?

Historia Stańczyk jest związana z linią kolejową Gołdap-Żytkiejmy. Powstawała ona jeszcze w czasach Prus Wschodnich i oprócz znaczenia gospodarczego miała również znaczenie wojskowe. Trasa biegła w pobliżu ówczesnej granicy z Rosją, dlatego mogła służyć do szybkiego przerzucania wojska wzdłuż potencjalnego frontu.

Budowę mostów rozpoczęto przed I wojną światową, jednak wojna skomplikowała realizację całej linii. Poszczególne źródła różnią się w dokładnym datowaniu ukończenia drugiej konstrukcji, ale sama linia kolejowa została uruchomiona dopiero w 1927 roku. Jeden z dwóch mostów nigdy nie został wykorzystany przez pociągi.

W 1938 roku między Gołdapią a Żytkiejmami kursowały trzy pary pociągów pasażerskich dziennie. Linia służyła również do transportu towarów, między innymi kruszywa. Kolejowa historia tego miejsca zakończyła się w 1945 roku. Tory zostały wtedy zdemontowane przez Armię Czerwoną i ruchu już nie wznowiono.

Skąd porównania do rzymskich akweduktów?

Każda konstrukcja ma pięć dużych łukowych przęseł wspartych na czterech filarach. Trzy środkowe przęsła mają około 28 metrów rozpiętości, a dwa skrajne około 24 metrów. Mosty wykonano z żelbetu, ale ich elewacje otrzymały dekoracyjne detale, przez które czysto techniczna budowla wygląda znacznie bardziej reprezentacyjnie, niż wymagałaby tego kolej.

Właśnie wysokie filary i powtarzające się łuki sprawiły, że mosty zaczęto nazywać Akweduktami Północy. Z pewnej odległości skojarzenie jest całkiem zrozumiałe. Zamiast typowego kolejowego wiaduktu widać długą arkadową konstrukcję przecinającą głęboką, zalesioną dolinę.

Rozmiary też robią swoje. Mosty należą do najwyższych zabytkowych konstrukcji kolejowych tego rodzaju w Polsce. Od poziomu pomostu do Błędzianki jest około 36 metrów.

Most, po którym nie jedzie już żaden pociąg

Dzisiaj po dawnej trasie kolejowej zostały nasypy, wiadukty i mosty rozsiane po okolicy. Podobne konstrukcje można znaleźć między innymi w Kiepojciach i Botkunach, ale to Stańczyki osiągnęły zdecydowanie największą skalę i stały się najbardziej rozpoznawalnym śladem dawnej kolei w tej części regionu.

Na miejscu można zobaczyć mosty zarówno od dołu, gdzie najlepiej widać wysokość filarów, jak i wejść na ich górną część. Teren znajduje się obecnie w rękach prywatnych i jest udostępniony turystom za opłatą.

Zwiedzanie Mostów w Stańczykach

Według aktualnego cennika bilet normalny kosztuje 15 zł, a ulgowy 12 zł. Dzieci do 5. roku życia wchodzą bezpłatnie. Obiekt jest otwarty przez cały rok, od godziny 8:00 do zachodu słońca. Przy planowaniu wizyty dobrze jednak sprawdzić cennik ponownie, ponieważ może się zmienić.

Na same mosty nie trzeba przeznaczać całego dnia. To raczej konkretny cel wycieczki połączony ze spacerem i obejrzeniem konstrukcji z kilku poziomów. Znacznie więcej można z niego wyciągnąć, traktując Stańczyki jako jeden z punktów podczas zwiedzania okolic Puszczy Rominckiej. Przez miejscowość przebiega również szlak rowerowy prowadzący dalej przez Maciejowięta, Golubie i tereny puszczy.

Same zdjęcia dobrze pokazują kształt mostów, ale gorzej oddają ich rozmiar. Dopiero stojąc pod jednym z filarów albo patrząc z góry w stronę doliny Błędzianki, łatwo zrozumieć, jak duża była to inwestycja jak na linię kolejową biegnącą przez dzisiejsze spokojne pogranicze.